Odpowiedź poniżej:
sobota, 20 marca 2010
Po co zbieram kamyki, wstążki,
Odpowiedź poniżej:
poniedziałek, 15 marca 2010
Zrób sobie wiosnę ;))
czwartek, 4 marca 2010
W ogródku u sąsiada zakwitł ... Podziękowania...
Pięknie wygląda - kolorystycznie wpisał się w otoczenie.
A te cudne zielone oczy? Kameleon?
Już dawno miałam podziękować MariiPar mającej http://zielonykuferek.blogspot.com/ za wyróżnienia, którymi mnie obdarowała.
Maria prowadzi wyjątkowy blog - pełen inspiracji, ciepła, delikatności. Kolekcjonuje cudnej urody przedmioty, kocha zwierzęta i ludzi. Ma masę wielbicieli (do których zaliczam i siebie), ale jeśli jeszcze Jej nie znacie - nadrabiajcie stracony czas.

Zgodnie z zasadą powinnam przekazać otrzymane wyróżnienia kolejnym osobom.To jest właśnie ten trudny moment, którego boję się, unikam, nie umiem się z tym zmierzyć...
Mam nadzieję, że Maria mi wybaczy brak wyraźnie wskazanych osób - wiele blogowych miejsc, w których bywam adoruję i uważam, za absolutnie doskonałe :))
Dziekuję Ci, MarioPar :)
niedziela, 21 lutego 2010
Zielony...
niedziela, 14 lutego 2010
Co dziś przekąsimy?
piątek, 5 lutego 2010
Zabawki z tamtych lat...
Kiedy czytam opowieści o misiach, małpkach, lalkach od razu mam lepszy humor.
A jak wiele z tych zabawek przetrwało! To dopiero jest niezwykłe :))
Mój ukochany i chyba jedyny Miś.
Żadnej zabawki tak mocno nie kochałam, żadna nie liczyła się. Ale jednocześnie stało się coś, czego nie mogę zrozumieć - nie wiem, kiedy rozstałam się z nim? Nawet nie mam kogo zapytać się o to.
Podejrzewam, że oddalam go. I mam nadzieję, ze był równie mocno kochany
To zdjęcie całości - upozowana Mama z książką, a jakze by inaczej. Obie jestesmy w sukniach, a ja ... w butach! Na tapczanie! No coś podobnego...
Z tęsknoty za pluszakami pozwoliłam Młodemu zachować sporo jego zabawek, a co tam!
niedziela, 31 stycznia 2010
Mmmmmniam...
To znak, iz organizm sam sie broni ;) Albo rozkłada sobie tę dawkę przyjemności.
Jednak, aby je przygotować trzeba mieć dużo czasu albo jeszcze parę rąk do pomocy. Najlepiej i jedno, i drugie ;))
Korzystam z tego przepisu - wycięty z gazety wiele lat temu przez moją Mamę, wklejony do Jej zeszytu.
Czy któraś z Was moze pamięta - w jakim czasopismie były Przepisy tygodnia. W "Kobiecie i Życiu"? Chyba nie...
Oto skladniki:
500g maki
5 żółtek
1 czubata łyżka miękkiego masła
2 paskie łyzki cukry
1łyżka spirytusu (może byc ocet)
kilka łyżek kwaśnej śmietany (moja była gęsta - dałam 5)
tłuszcz do smażenia
cukier puder do posypywania
Potrzebne będą:
głębokie naczynie do smażenia - mam specjalną, odziedziczoną po Mamie i uzywaną tylko do tego patelnię
patyczek, widelec do przewracania i wyjmowania
duza ilośc ręczników papierowych do osączania faworków z tłuszczuMąkę, cukier, maslo, jajka, spirytus - wymieszałam w misce, kiedy juz wszystko łączyło się dodawałam po łyżce śmietany - po 5. ciasto mialo juz zwartą i jednoczesnie elastyczną konsytencję - nie kleiło się do rąk, więc je wyjęłam na blat i gniotłam do zmęczenia.
Ale teraz następuje najważniejszy moment - trzeba z całych sil walić w 'pucek' ciasta, a kiedy rozpłaszczy się od uderzeń, złożyć je na pół i znowu pastwić się. I tak kilka, kilkanaście razy
Ja to robię z zegarkiem w ręku przez 10 minut. Wtedy efekt jest murowany - po przekrojeniu widać pęcherzyki powietrza tak, jak na poniższym zdjęciu:
I znowu cięzka praca. Bo jeśli zabraknie Wam sił i cierpliwości przy wałkowaniu - placek będzie za gruby, tak jak ten niżej:
to faworki wyjdą grube: