sobota, 20 marca 2010

Po co zbieram kamyki, wstążki,

słoiki, druciki?
Odpowiedź poniżej:




Jeszcze trochę 'towaru' zostało, więc przy okazji pokażę co skleciłam ;)
A inspiracją dla mnie była Królewna czyli Kasia, popatrzcie tylko: http://dlugadrogadodomu.wordpress.com/2010/02/03/17/

poniedziałek, 15 marca 2010

Zrób sobie wiosnę ;))

Zaproś ptaszki do domu...

Do mnie przyleciał 'taki jeden' z ... Zakopanego!

Upiecz ciasto...

Próba nowego przepisu na sernik - nieudana - wyszedł 'plaskaty' , czego nie ujawniam na zdjęciu ;) Za to wiśnie przypominają o lecie...



Kup kwiaty...



I czekaj spokojnie zachwycając się ... bajkową zimą

Takie widoki będą dopiero za 9 miesięcy ;))


czwartek, 4 marca 2010

W ogródku u sąsiada zakwitł ... Podziękowania...

... kotek ;))

Pięknie wygląda - kolorystycznie wpisał się w otoczenie.
A te cudne zielone oczy? Kameleon?



Już dawno miałam podziękować MariiPar mającej http://zielonykuferek.blogspot.com/ za wyróżnienia, którymi mnie obdarowała.

Maria prowadzi wyjątkowy blog - pełen inspiracji, ciepła, delikatności. Kolekcjonuje cudnej urody przedmioty, kocha zwierzęta i ludzi. Ma masę wielbicieli (do których zaliczam i siebie), ale jeśli jeszcze Jej nie znacie - nadrabiajcie stracony czas.


Zgodnie z zasadą powinnam przekazać otrzymane wyróżnienia kolejnym osobom.
To jest właśnie ten trudny moment, którego boję się, unikam, nie umiem się z tym zmierzyć...
Mam nadzieję, że Maria mi wybaczy brak wyraźnie wskazanych osób - wiele blogowych miejsc, w których bywam adoruję i uważam, za absolutnie doskonałe :))
Dziekuję Ci, MarioPar :)

niedziela, 21 lutego 2010

Zielony...

Popsuta klawiatura nie pozwoli mi na długie wywody, więc streszczę się.

Zielony jest kolorem uzupełniającym do brązów w mojej kuchni.
Czasami pojawia się w taki oto sposób:



Miłego i słonecznego tygdnia :)

niedziela, 14 lutego 2010

Co dziś przekąsimy?

Oczywiście ziarna słonecznika!



A jak nie będzie słonecznika - zjemy soczewicę. Nasi bracia nie pogardzą perstkami dyni, kukurydzą...

Już czekam!
My też!!!
Tupiemy stópkami o parapet, aby pospieszyć Asię ;)

To nasza podręczna stołówka

A to profesjonalna restauracja ;)
I obiecujemy Wam, że za każdy okruch jedzenia odwdzięczymy się wiosną.
A to już niedługo!

piątek, 5 lutego 2010

Zabawki z tamtych lat...

Llooka wymyśliła świetną zabawę:))
Kiedy czytam opowieści o misiach, małpkach, lalkach od razu mam lepszy humor.
A jak wiele z tych zabawek przetrwało! To dopiero jest niezwykłe :))

Mój ukochany i chyba jedyny Miś.
Żadnej zabawki tak mocno nie kochałam, żadna nie liczyła się. Ale jednocześnie stało się coś, czego nie mogę zrozumieć - nie wiem, kiedy rozstałam się z nim? Nawet nie mam kogo zapytać się o to.
Podejrzewam, że oddalam go. I mam nadzieję, ze był równie mocno kochany


To zdjęcie całości - upozowana Mama z książką, a jakze by inaczej. Obie jestesmy w sukniach, a ja ... w butach! Na tapczanie! No coś podobnego...

Zwracam uwagę na kultowe radio (niestety Mama nie pozwoliła tacie go zachować ;)), a na nim lalka, którą mało co pamiętam. W końcu miałam co najwyzej 5 lat, a od tego czasu.... Powiedzmy, że dużo wody w Wiśle upłynęło.
Z tęsknoty za pluszakami pozwoliłam Młodemu zachować sporo jego zabawek, a co tam!

niedziela, 31 stycznia 2010

Mmmmmniam...

Faworki... Uwielbiam je...Ale jednocześnie nie mogę zjeść za jednym razem dużej ilości.
To znak, iz organizm sam sie broni ;) Albo rozkłada sobie tę dawkę przyjemności.
Jednak, aby je przygotować trzeba mieć dużo czasu albo jeszcze parę rąk do pomocy. Najlepiej i jedno, i drugie ;))


Korzystam z tego przepisu - wycięty z gazety wiele lat temu przez moją Mamę, wklejony do Jej zeszytu.
Czy któraś z Was moze pamięta - w jakim czasopismie były Przepisy tygodnia. W "Kobiecie i Życiu"? Chyba nie...

Oto skladniki:
500g maki
5 żółtek
1 czubata łyżka miękkiego masła
2 paskie łyzki cukry
1łyżka spirytusu (może byc ocet)
kilka łyżek kwaśnej śmietany (moja była gęsta - dałam 5)
tłuszcz do smażenia
cukier puder do posypywania
Potrzebne będą:
głębokie naczynie do smażenia - mam specjalną, odziedziczoną po Mamie i uzywaną tylko do tego patelnię
patyczek, widelec do przewracania i wyjmowania
duza ilośc ręczników papierowych do osączania faworków z tłuszczu

Mąkę, cukier, maslo, jajka, spirytus - wymieszałam w misce, kiedy juz wszystko łączyło się dodawałam po łyżce śmietany - po 5. ciasto mialo juz zwartą i jednoczesnie elastyczną konsytencję - nie kleiło się do rąk, więc je wyjęłam na blat i gniotłam do zmęczenia.
Ale teraz następuje najważniejszy moment - trzeba z całych sil walić w 'pucek' ciasta, a kiedy rozpłaszczy się od uderzeń, złożyć je na pół i znowu pastwić się. I tak kilka, kilkanaście razy
Ja to robię z zegarkiem w ręku przez 10 minut. Wtedy efekt jest murowany - po przekrojeniu widać pęcherzyki powietrza tak, jak na poniższym zdjęciu:

Ciasto podzieliłam na pięć kawałków, jeden do wałkowania - reszta odłozona do woreczka foliowego, aby nie wyschła.

I znowu cięzka praca. Bo jeśli zabraknie Wam sił i cierpliwości przy wałkowaniu - placek będzie za gruby, tak jak ten niżej:


to faworki wyjdą grube:

Po pierwszym, nieudanym - przyłozyłam sie bardziej :)
Placek jest cienki - prześwitują przez niego kropeczki blatu


I efekt końcowy :)
Baaaardzo zadawalający!
Bo nieskromnie przyznam, ze tak kruchych i cienkich faworków jeszcze nigdy nie jadłam