i Pozdrowień - 21 listopada

Powiedziała dla „Rzeczpospolitej”
Julia Hartwig poetka
"Wszyscy wiemy, że w społecznym i towarzyskim życiu w Polsce życzliwość odgrywa stosunkowo małą rolę. To bardzo bolesne, bo tam, gdzie nie ma życzliwości, przydałaby się przynajmniej uprzejmość, a widzę, że i ta jest w zaniku.
Tymczasem, jestem o tym głęboko przekonana, życzliwość jest bardzo piękną formą istnienia. Daje nam poczucie dużego komfortu wewnętrznego. Daje spokój. Jest stworzeniem wewnętrznej dyspozycji do tego, by ustosunkować się dobrze do ludzi, nawet jeśli wydaje nam się, że nie są tego warci. To jest to pozytywne nastawienie, o którym tyle teraz piszą rozmaite psychologiczne poradniki.
Jeśli ktoś nie chce powoływać się na uczucia, to powinien rozważyć, że po prostu opłaca się być życzliwym.
Ja bardzo często myślę, ile zawdzięczam ludziom, z którymi się w ciągu dnia zetknęłam. W sklepie, w urzędzie, na ulicy. Jesteśmy codziennie tak bardzo zależni od innych. Życzliwość we wzajemnych kontaktach pomaga. Może powinniśmy uczyć jej w szkołach? Lekcje pt. “Uprzejmość” podczas godzin wychowania lub religii.
Najlepiej jednak nastraja nas do świata nasze wewnętrzne ciepło. Trudno je przed ludźmi ukryć, ono z nas wypływa, nawet gdy się nie uśmiechamy. Zachęcam do życzliwości. Łatwiej z nią żyć. A życie jest bardzo trudne."
Kocham panią Julię za tę mądrość życiową.
...życzliwość jest bardzo piękną formą istnienia... Aż chce mi sie krzyczeć: TAK!
Jest mi z nią dobrze, cieszę się mogąc nią obdarowywać, ale też spodziewam się jej od innych, a z tym już różnie bywa... Oto pewna historia:
Wyjeżdżałam z podporządkowanej ulicy, musiałam przeciąć korek (nie miałam zamiaru wciskać się w niego, tylko przeskoczyć na drugą stronę drogi) - czekałam na zlitowanie 15 minut, aż w końcu wymyślilam sobie, że jak jeden samochód przesunie się, a ten za nim nie będzie stał na styk, to podjadę zamacham, uśmiechnę się i ktoś życzliwy zlituje się... Marzenia! Musiałam użyć siły, bo wdzięki starszej pani nie podziałały.
Ta siła sprawiła, że błotnikiem swojego samochodu pojechałam po nowej fieście.
Ups, nie jest dobrze - myślę, ale na to jest już za późno.
Ja i fiesta zjeżdżamy na bok, wyskakuję z samochodu - tamten kierowca też, oglądamy rysy i ...
"Gdyby wykazał się pan
odrobiną życzliwosci i przepuścił mnie, to nie byłoby TEGO!"
Zwariowałam! Co ja plotę? Odbiło mi? Teraz poniekąd rozumiem, że po wypadku ktoś traci rozum i ucieka.
Ja właśnie straciłam głowę (bezrozumną), ale chcąc załagodzić wyskok nadaję "Oczywiście winę biorę na siebie i napiszę oświadczenie" (hahahha, ale jestem dowcipna)
Poszkodowany dalej nic nie mówi (czyli zatkało go z wrażenia)- przyglada się, wyciaga telefon (no tak, pewnie wezwie policję), potem jakieś papiery, wizytówki. Zaprasza mnie, abym wsiadła do jego samochodu, sprawdza moje ubezpieczenie, dowód i oznajmia, że samochód dostał kilka minut temu od dealera do testowania, bo jest dziennikarzem motoryzacyjnym (dopiero wtedy skojarzyłam twarz).
I dodaje:
"Ma pani absolutna rację, mogłem panią przepuścić. Nie wiem dlaczego tego nie zrobiłem, przepraszam" Rozumiecie coś z tego? On chyba też był pod wpływem szoku powypadkowego.
Zostawił swoją wizytówkę i zabrał oświadczenie, ale po pewnym czasie okazało się, że nie zrobił z niego użytku: moje i jego rysy na lakierze wystarczyło wytrzeć szmatką.
Jednak nie da się ukryć, że to było w y m u s z e n i e życzliwości.
Pozdrawiam Was, jak zawsze serdecznie i gorąco :)
I z okazji dzisiejszego święta, życzę Wam duuuuużo szczerej i nie wymuszonej życzliwości.
Codziennie!