wtorek, 21 października 2008
środa, 15 października 2008
Mój Kair - część I
Chyba nikt nie wie dokładnie ilu mieszkańców liczy Kair (lub ładniej - Wrota Afryki), oficjalnie mówi się o 15mln, ale pojawiają się i dane o 22mln osób na 214km2
Zdjęcia robione w biegu, często z autokaru przez szybę, bo tak wygląda zwiedzanie ze zorganizowaną wycieczką - do tego "obowiązkowe wizyty" w perfumerii i sklepie z papirusami. My spędziliśmy tam prawie dwa dni, to co zobaczyliśmy przeszło nasze wyobrażenia...
I nie chodzi tu wcale o piramidy i sfinksa... To miasto ma również inne oblicze, popatrzcie proszę...
A wkrótce część II - Mój Kair - ludzie
















To ostatnie zdjęcie przedstawia mur, za którym na powierzchni kilku kilometrów kwadratowych znajduje się Miasto Umarłych. Pierwotnie było cmentarzem, na którym powstały domy ludzi opiekujących się grobami, teraz wegetują bezdomni i nikt poza nimi tam nie wchodzi. Znana jest opowieść o tym jak kilkanaście lat temu wjechał tam autokar z niemieckimi turystami i praktycznie ślad po nim zaginął - znaleziono tylko jakieś drobne części pojazdu...
Szukając jeszcze informacji o Kairze znalazłam pewien blog - dodałam go do zakładek i poczytam sobie
http://kronikiegipskie.blogspot.com/
Zdjęcia robione w biegu, często z autokaru przez szybę, bo tak wygląda zwiedzanie ze zorganizowaną wycieczką - do tego "obowiązkowe wizyty" w perfumerii i sklepie z papirusami. My spędziliśmy tam prawie dwa dni, to co zobaczyliśmy przeszło nasze wyobrażenia...
I nie chodzi tu wcale o piramidy i sfinksa... To miasto ma również inne oblicze, popatrzcie proszę...
A wkrótce część II - Mój Kair - ludzie
Szukając jeszcze informacji o Kairze znalazłam pewien blog - dodałam go do zakładek i poczytam sobie
http://kronikiegipskie.blogspot.com/
poniedziałek, 13 października 2008
Wróciłam!
Zbieram wspomnienia, porządkuję zdjęcia...
I mam wrażenie, że przywiozłam słońce i ciepło, którego tam miałam w nadmiarze, ale skrzętnie gromadziłam je na długie jesienno-zimowe wieczory.
Te zdjęcia są banalne i pewnie każdy teraz mija podobne złotolistne drzewa lub szumi opadłymi liśćmi...
Mieszkam bardzo blisko Wisły, uwielbiam patrzeć na nią - wczoraj była ciemna, wartka, niebezpieczna - z wieloma widocznymi wirami.
A zanim do niej dojdę, co zajmuje mi wolnym spacerkiem 10 minut - mijam park.
Potem dochodzę do wału, po którym można iść (lub jechać rowerem) w obie strony wiele, wiele kilometrów... Jednak tam dalej już nie jest tak pięknie... Za wałem krzaki i chaszcze, w których żyją pięknie śpiewające ptaki ... i już!







Banki też lubi takie spacery.
I mam wrażenie, że przywiozłam słońce i ciepło, którego tam miałam w nadmiarze, ale skrzętnie gromadziłam je na długie jesienno-zimowe wieczory.
Te zdjęcia są banalne i pewnie każdy teraz mija podobne złotolistne drzewa lub szumi opadłymi liśćmi...
Mieszkam bardzo blisko Wisły, uwielbiam patrzeć na nią - wczoraj była ciemna, wartka, niebezpieczna - z wieloma widocznymi wirami.
A zanim do niej dojdę, co zajmuje mi wolnym spacerkiem 10 minut - mijam park.
Potem dochodzę do wału, po którym można iść (lub jechać rowerem) w obie strony wiele, wiele kilometrów... Jednak tam dalej już nie jest tak pięknie... Za wałem krzaki i chaszcze, w których żyją pięknie śpiewające ptaki ... i już!
niedziela, 21 września 2008
Odlatuję...
środa, 17 września 2008
Mój osobisty Bankier...
Poznawał nowych przyjaciół, a różnica wzrostu nie miała żadnego znaczenia...
I oto cały Bankier dla przyjaciół - Banki.
'Małe pokraczne stworzenie, karykatura psa' - tak mówi o nim jego Pan, który kilka razy dziennie daje mu dowody swojej czułości.
Tak, tak, Pan - psu! I z wzajemnością!!
A poza tym mamy osobistego Bankiera (proszę nie mylić z bankowcem).
Banki zaprasza do oglądania swojego bloga
piątek, 12 września 2008
Serwetki...
Po wielu komplikacjach z komputerem odzyskałam ( ale to się jeszcze okaże) - dostęp.
Teraz jeszcze czekam na nowy aparat i będę nadrabiać zaległości.
Poniższe zdjęcia są z "archiwum"
Te serwetki, wiele lat temu zrobiła moja ukochana Ciocia Irenka.
Wtedy już była wiekową damą, a postępująca jaskra nie pozwalała jej haftować tyle, ile by chciała.
Jak dokładnie wyszywała widać od 'spodu'.
Subskrybuj:
Posty (Atom)