środa, 20 stycznia 2010

Inspiracja czy ...

kicz?

Zdjecie wystawy zostało zrobione w bardzo przereklamowanym, jak dla mnie 'kurorcie', ktorego nazwy nawet nie będe wymieniać, bo nie warto.
Wpadłam tam na chwilę, było szaro, ponuro. Pusty 'deptak', przy którym usadowiły się największe zachodnie marki odzieżowe był zapełniony starszymi paniami obnoszącymi futra. Prawdziwe!!!
I nagle ON przyciągnął mój wzrok...
Czy jest wygodny, piękny - sprawa dyskusyjna, ale za to ile serca w niego włożono ;))
Mam na myśli fotel, chociaż but pewnie też kogoś zachwyci :)

Przywiozłam słońce...

Chociaż prognozy pogody ostrzegały, że tak będzie my mieliśmy malusieńką nadzieję na inne warunki podróżowania:
Po kilkunastu godzinach ślizgania się w śniegu i zadymce , zobaczyliśmy pierwszy pług
Dobrze, że drogowcy ustawiaja na zimę tyczki wyznaczające skraj drogi:
Teoretycznie mozna 80, praktycznie 40, a 50 to już max!
Nastepnego dnia po przyjeździe, słońce nas nie zawiodło


Dziś to już wszystko, ale wkrótce poznacie moich nowych znajomych, a także to ja spróbuję Was zainspirować :))
Dziekuję za sympatyczne wpisy i życzenia udanego wypoczynku, które spełniły się w 100%.
Nadrabiam zaległości domowe - sprzatanie, pranie i kolejne pakowanie - tym razem Młodego, który wyjeżdza na pół roku studiować za granicą. I jeśli kiedykolwiek (np. w 5 klasie szkoły podstawowej, lub pierwszej gimnazjum, lub przed maturą) zwątpicie w możliwości naukowe swojego dziecka, to pocieszam Was, że nie wszystko jeszcze jest stracone :)) Młody jest doskonałym przykładem na odnalezienie swojej drogi dopiero na studiach, a rezultaty są niesamowite!

piątek, 8 stycznia 2010

Chwila przerwy...

dla nabrania dystansu do pewnych spraw.
Czy odległość prawie 1500 km wystarczy? Mam nadzieję...
Pogoda na drogę nie zapowiada się dobrze i chociaż tę trasę będziemy przemierzać po raz 12(?), to za każdym razem odnajdujemy coś nowego.
Wyjazd na narty w moim przypadku jest pretekstem do spędzania miło czasu w fajnym towarzystwie starych znajomych.

Kiedy będziecie czytać ten post - będę w drodze, na aktualne zdjęcia trzeba troszkę poczekać,
a te poniżej są z marca 2008 roku - stąd ta zielona trawka!

To jeszcze Austria, bo ...
... we Włoszech zawsze świeci słońce!








Ciekawe, czy te koty nadal lubią tam się wygrzewać?

sobota, 2 stycznia 2010

Czip czyli coś optymistycznego ...

Mimo wszystko Banki lubi zimę



Wyszłam jak zawsze ze swoją Pańcią na spacerek. Jestem grzeczną Sunią, która pilnuje się, więc Pani nawet nie musi przypinać mi smyczy, bo idę tuż przy jej nodze.
Jest fajna pogoda - taka, jak lubię czyli zimno. Mam długie futerko, które dobrze mnie grzeje, biegam sobie po śniegu, podskakuję i jednocześnie nie spuszczam Pani z oczu.
Nagle huk! Tuż nad moją głową! Uciekam ile sił w moich czterech łapach... Znowu strzał! Pędzę i pędzę, aby dalej od tych okropności... Widzę błyski i kolejne walenie! Muszę sie gdzieś schować... Może pod samochó? Może na klatce schodowej? Lecę na oślep, bo ta strzelanina nie ustaje!
Nagle cisza - jak dobrze. Ale gdzie jest moja Pańcia? Rozglądam się, wącham swoim długim noskiem chodnik, krzaki, koła samochodów i nie poznaję.
Gdzie ja jestem? Nigdy tu nie byłam. Jacys ludzie patrza sie na mnie, inni cmokają - biegnę o nich i wesoło macham puszystym ogonem. Jednak ich nie znam, podbiegam do innych - teżz obcy.
Znowu huk! Pędem, uciekać!
Kręcę się koło dużego nieznanego sklepu majac nadzieję, że zaraz wyjdzie Pańcia. Czekam, czekam i nic. Spróbuję sama trafić, ale w którą stronę mam iść? Kolejne wybuch ognia! Już nie mam sił! Biegam pomiędzy samochodami - trąbią na mnie, ktoś krzyczy. Przecież ja wiem, że tak nie można ale to coś we mnie nie pozwala mi na uspokojenie się.
Nie wiem w jaki sposób znalazlam się pomiędzy małymi domami -tu jest cisza i spokój.
Kręcę się po parkingu, jakiś samochód zatrzymał się, żeby mnie nie potrącić.
Wysiadł z niego Pan - mmmm, ladnie pachnie i miło przemawia.
Może będzie wiedział gdzie mieszkam? Daję się pogłaskać, troszkę podskakuję i merdam ogonem - niech wie, ze jestem miła.
"A ty skąd sie tu wzięłaś? Gdzie twój Pan? Szukaj pana, szukaj"
Szukam. Szukam Pańci. Prosze mi pomóc.
"No co, zgubiłaś się?"
Skąd on wie, że jestem dziewczynką? Aaaaa, czuję to ... Pan ma psa! Pójdę za nim, jestem już zmeczona - biegałam caly dzień, a zrobiło się ciemno.
"Dokąd idziesz? Ze mną? Nie mogę cię wziąć, przykro mi..."
Oj fatycznie przykro, bo Pan robi baaardzo zmartwioną minę.
Wchodzi po schodach, ja za nim...
"Zostań. Nie możesz wejść"
Siadam posłusznie i uśmiecham sie najpiekniej, jak potrafię. Pan też uśmiecha się, ale tak smutno i kręci głową.
Dzwoni, słyszę wesołe szczekanie. Otwierają się drzwi, a Pan znika.
Siedzę, bo Pan kazał mi zostać. Położę się i odpocznę troszkę.
Za chwilę widzę nad sobą Panią, pachnącą tym samym psem, co Pan.
Pani jest ubrana w ciepłą kurtkę, wynosi miskę z wodą - mmmmm, ale chciało mi się pić.
Kiedy już wychłeptałam wszystko, pani zapięła mi smycz i poszłyśmy na spacerek.
Po drodze Pani pytała wielu, wielu osób, czy mnie poznają, czy wiedzą gdzie mieszkam.
Dłużej zatrzymałyśmy sie przy stoisku z balonami koło duzego sklepu. Sprzedawczyni też mnie nie znała, ale powiedziała, że widziała mnie tu kilka godzin temu samotnie biegającą.
Pani zmartwiła się bardzo. Popatrzyla na mnie i powiedziała: "Wracamy do domku".
Po drodze ktoś odpalił petardę, a ja rzuciłam sie do biegu! Pani zaskoczona prawie by się wywróciła, tak ciągnęłam zmycz! Uspokajała mnie potem, ale opanawać się to nie takie proste...
Weszłyśmy do mieszkania, usiadłam grzecznie w przedpokoju - nie pcham się. I co widzę? Coś małego, rudego z długim nosem i postawionym ogonkiem zmierza w moja stronę. Wyciągnął szyję, jak żyrafa - ale śmieszny - obwąchuje mnie i daje znak,ze mu się podobam - to w takim razie mogę wejść dalej.
Rozglądam się - jest Pan, jakaś starsza pani. I choinka! Taka, jak u mnie!
Wchodzę do kuchni, bo czuję pragnienie, a pani leci za mną i krzyczy "Nie! Nie!"
O co chodzi? Stoi miska z wodą i nie mogę napić się? Dopiero słysząc wrrrrr zrozumiałam ten atak przerażenia Pani. Mały jest zazdrosny o swoją zastawę.
'No dobrze, bez awantur' mruczę do niego i przemykam pod ścianą, aby zwalić się z nóg (a raczej łap), bo chcę odpocząć.
Kiedy leżę, pani nachyla się i głaszcze mnie po brzuszku. Miłe uczucie... Mały mruczy ze złości - zazdrości.
"Bankier, jak ci nie wstyd! Jesteś niegościnny!" - mówi Pan. "I co robimy?" - zwraca sie do Pani.
"Dzwoniłam juz po Eko-Patrol, przyjadą i sprawdzą czy Sunia ma wszczepiony czip, ale trzeba czekać kilka godzin"
Mam, mam! Oczywiście! A teraz chcę spać...
"A jak nie ma, to co?" - niepokoi się Pan.
"Będziemy szukać własciciela - zrobimy zdjęcie, rozkleimy ogłoszenia. No i umieścimy anons w internecie - Pani ma już gotowe rozwiązania. - Może jest głodna? Zabierz Bankisia, bo nie da jej spokoju, a ja ją nakarmię"
Mięsko pięknie pachnie, ale nie mam ochoty na nie. Wypijam z miski Małego wodę i kładę się przy fotelu babci. Zza okien słychać w oddali wystrzały, ale tu czuję się bezpiecznie - może nawet zasnę?
Miło u nich, kręcą się, nakrywają do stołu, włączyli cichą muzykę zerkając czy mi nie przeszkadza. Muzyka nie, ale ten... Bankier to i owszem! Kręci się, stroszy, piszczy...
No po prostu podrywa mnie! Chłopie, za mały jesteś! Daj mi spokój!
Państwo widząc końskie zaloty Małego, zamykaja go w innym pokoju, ale on robi taaaaaką awanturę, że nie da się wytrzymać.
Trochę odpoczęłam, kiedy poszedł na spacer. Wrócił jeszcze bardziej napalony...
Pani znalazła inne rozwiązanie - mnie zaprowadziła na górę do pokoju, a piszczącego Małego pozostawiła na dole. Nie może wejść do mnie, bo na schodach jest barierka.
Ucinam sobie krótką drzemkę u stóp Pani, ktora przegląda coś w komputerze. Co jakis czas otwieram oczy, strzygę uszami...
Dzwonek do drzwi! Mały szczeka, Pani zbiega na dół, a ja kręcę się czując znowu jakis niepokój...
Człowiek w ciemnym mundurze przyklada mi do karku i szyi pudełko, które w pewnym momencie piszczy...
Widząc radość Pani i Pana, też się cieszę.
Mundurowy zapina mi swoją smycz i wraz z Panią wychodzimy. Co się dzieje?
Pani mnie głaszcze mówiąc "Będzie dobrze, zaraz znajdziemy twój domek"
Zaraz, zaraz a tak długo to trwa... Dzwonią gdzieś i dzwonią... Denerwuję się bardzo, bo słychać fajerwerki i mam ochotę wejść pod samochód strażników.
Chyba za karę zamykają mnie w klatce w samochodzie, ale przynajmniej tu czuję się bardziej bezpieczna.
"Mamy adres, zaraz ją odwieziemy do właścicielki. Dziekujemy pani. A swoją drogą to bardzo ładny i grzeczny pies"
Hola, hola! Jestem dziewczyną!
"Szczęśliwego Nowego Roku" "Wszystkiego dobrego! Dobranoc" - słyszę i ... już odjeżdżamy.
Widzę jeszcze Panią - nie zdążyła zrobić mi zdjęcia! Szkoda...

Ta historia wydarzyła się na prawdę 31 stycznia ubiegłego roku.
Co czuła i myślała Sunia? Tego nie wie nikt...
Jedno jest pewne - CHIP pozwolił jej wrócić do domu.
Jeśli możecie coś zrobić dla swojego psa - zaczipujcie go.

W Warszawie w grudniu zakończyła się akcja bezpłatnego chipowania - powtarzana jest co roku, ale myślę, że nie jest to jakiś straszny koszt i warto wydać kilkanaście złotych.
Bankiś przy obroży ma również adresówkę z imieniem i moim telefonem - mam nadzieję, że jednak nikt nie będzie musiał z tego korzystać.

Błąkająca się kilka godzin Sunia była widziana przez wiele osób, nikt nie przygarnął jej, mimo, że ona przymilała się i 'prosiła' o pomoc. Wybrała nas - tak to sobie tłumaczę...
I żałuję, że nie mam jej zdjęcia...

piątek, 1 stycznia 2010

W Nowym Roku...


...bardzo dziękuję Wam za:
wpisy,
komentarze,
życzenia świateczne,
noworoczne,
PREZENTY !

Podtrzymywałyście mnie na duchu, a ja przez problemy z komputerem i nie tylko - milczałam, za co przepraszam...




Moje ostatnie nastroje oddaje wiersz ks.Twardowskiego
"Przyszła
Znowu przyszła do mnie samotność
choć myślałem że przycichła w niebie
Mówię do niej:- Co chcesz jeszcze, idiotko?
A ona:- Kocham ciebie"
Nie będę rozpisywać się - muszę oswoić pewną sytuację, w kórej jestem samotna i tylko ja mogę sobie pomóc.


Ten fragment wiersza Andrzeja Poniedzielskiego niech będzie przesłaniem dla Was na 2010 rok:
"Pilnujmy marzeń
żeby sen miał po co przyjść
Pilnujmy marzeń
Dusza z czegoś musi żyć"

czwartek, 17 grudnia 2009

Strażnicy pierniczków....

Czyż nie są cudowni? Sympatyczni? Radośni?
Po krotkim pobycie u mnie pojechali wraz z częścią wypieków do cudownego domu. Ale na razie o tym szaaaa...

Pierniczki pieczone z przepisu Agutka :) Dziekuję Ci bardzo za inspirację :))


Ciasteczka są tak pyszne, że musiałam je chować przed sama sobą


Kiedy były robione zdjęcia marzyłam o śniegu za oknem, dziś już jest!
Piszę w telegraficznym skrócie na laptopie syna, mój komp padł absolutnie. Kiedy go odzyskam - nie wiem?
Będę do Was zaglądać, bo tyle się dzieje na Waszych blogach...
Pozdrawiam gorąco :)

piątek, 4 grudnia 2009

Mikołaje i Anioły...

..są na świecie!
I na pewno wszystkie przekonacie sie o tym, tak jak ja!
Miałam ogromne szczęście zostać obdarowana przez Ushii taką piękną zawieszką...




cudowną, ręcznie wykonaną kartką...


i przemiłymi życzeniami:

Dzięki stokrotne, Uleńko :))

A jakby tego szczęścia było mało, nadeszła paczka od Sary - tak, tak - od Tej, która powołała do życia Pchli Targ :)
Tworzy rzeczy, które podziwiałam na jej blogu http://pieknemiasto.blogspot.com/ , a teraz mam u siebie :))
Dostałam również obłędnie pachnącą i smaczną herbatkę, mmmmniam!


Jeśli dokładnie prześledzicie blog Sary zwróćcie uwagę na jej nieziemską - wręcz anielską suknię ślubną



Filiżanki zachęcają do napicia się kawy



Misternie wyszyte przykryweczki na słoiki

Dzięki, wielkie dzięki Anetko :))

A to nagroda jaką otrzymałam za rozwiązanie konkursu u Jagody. Przesyłka nadeszła już dawno i dopiero teraz doczekała się pokazania w wersji jesiennej

i światecznej


Jagódko, Saro, Ushii - bardzo, bardzo dziekuję za wielką radość z Waszych prezentów :)

Dla Was mam dzisiaj tylko te zimowe tulipany


Zaś wszystkim Miłym Osobom, które tu zaglądają życzę takich wspaniałych chwil, jakie mnie się przydarzyły.