sobota, 2 stycznia 2010

Czip czyli coś optymistycznego ...

Mimo wszystko Banki lubi zimę



Wyszłam jak zawsze ze swoją Pańcią na spacerek. Jestem grzeczną Sunią, która pilnuje się, więc Pani nawet nie musi przypinać mi smyczy, bo idę tuż przy jej nodze.
Jest fajna pogoda - taka, jak lubię czyli zimno. Mam długie futerko, które dobrze mnie grzeje, biegam sobie po śniegu, podskakuję i jednocześnie nie spuszczam Pani z oczu.
Nagle huk! Tuż nad moją głową! Uciekam ile sił w moich czterech łapach... Znowu strzał! Pędzę i pędzę, aby dalej od tych okropności... Widzę błyski i kolejne walenie! Muszę sie gdzieś schować... Może pod samochó? Może na klatce schodowej? Lecę na oślep, bo ta strzelanina nie ustaje!
Nagle cisza - jak dobrze. Ale gdzie jest moja Pańcia? Rozglądam się, wącham swoim długim noskiem chodnik, krzaki, koła samochodów i nie poznaję.
Gdzie ja jestem? Nigdy tu nie byłam. Jacys ludzie patrza sie na mnie, inni cmokają - biegnę o nich i wesoło macham puszystym ogonem. Jednak ich nie znam, podbiegam do innych - teżz obcy.
Znowu huk! Pędem, uciekać!
Kręcę się koło dużego nieznanego sklepu majac nadzieję, że zaraz wyjdzie Pańcia. Czekam, czekam i nic. Spróbuję sama trafić, ale w którą stronę mam iść? Kolejne wybuch ognia! Już nie mam sił! Biegam pomiędzy samochodami - trąbią na mnie, ktoś krzyczy. Przecież ja wiem, że tak nie można ale to coś we mnie nie pozwala mi na uspokojenie się.
Nie wiem w jaki sposób znalazlam się pomiędzy małymi domami -tu jest cisza i spokój.
Kręcę się po parkingu, jakiś samochód zatrzymał się, żeby mnie nie potrącić.
Wysiadł z niego Pan - mmmm, ladnie pachnie i miło przemawia.
Może będzie wiedział gdzie mieszkam? Daję się pogłaskać, troszkę podskakuję i merdam ogonem - niech wie, ze jestem miła.
"A ty skąd sie tu wzięłaś? Gdzie twój Pan? Szukaj pana, szukaj"
Szukam. Szukam Pańci. Prosze mi pomóc.
"No co, zgubiłaś się?"
Skąd on wie, że jestem dziewczynką? Aaaaa, czuję to ... Pan ma psa! Pójdę za nim, jestem już zmeczona - biegałam caly dzień, a zrobiło się ciemno.
"Dokąd idziesz? Ze mną? Nie mogę cię wziąć, przykro mi..."
Oj fatycznie przykro, bo Pan robi baaardzo zmartwioną minę.
Wchodzi po schodach, ja za nim...
"Zostań. Nie możesz wejść"
Siadam posłusznie i uśmiecham sie najpiekniej, jak potrafię. Pan też uśmiecha się, ale tak smutno i kręci głową.
Dzwoni, słyszę wesołe szczekanie. Otwierają się drzwi, a Pan znika.
Siedzę, bo Pan kazał mi zostać. Położę się i odpocznę troszkę.
Za chwilę widzę nad sobą Panią, pachnącą tym samym psem, co Pan.
Pani jest ubrana w ciepłą kurtkę, wynosi miskę z wodą - mmmmm, ale chciało mi się pić.
Kiedy już wychłeptałam wszystko, pani zapięła mi smycz i poszłyśmy na spacerek.
Po drodze Pani pytała wielu, wielu osób, czy mnie poznają, czy wiedzą gdzie mieszkam.
Dłużej zatrzymałyśmy sie przy stoisku z balonami koło duzego sklepu. Sprzedawczyni też mnie nie znała, ale powiedziała, że widziała mnie tu kilka godzin temu samotnie biegającą.
Pani zmartwiła się bardzo. Popatrzyla na mnie i powiedziała: "Wracamy do domku".
Po drodze ktoś odpalił petardę, a ja rzuciłam sie do biegu! Pani zaskoczona prawie by się wywróciła, tak ciągnęłam zmycz! Uspokajała mnie potem, ale opanawać się to nie takie proste...
Weszłyśmy do mieszkania, usiadłam grzecznie w przedpokoju - nie pcham się. I co widzę? Coś małego, rudego z długim nosem i postawionym ogonkiem zmierza w moja stronę. Wyciągnął szyję, jak żyrafa - ale śmieszny - obwąchuje mnie i daje znak,ze mu się podobam - to w takim razie mogę wejść dalej.
Rozglądam się - jest Pan, jakaś starsza pani. I choinka! Taka, jak u mnie!
Wchodzę do kuchni, bo czuję pragnienie, a pani leci za mną i krzyczy "Nie! Nie!"
O co chodzi? Stoi miska z wodą i nie mogę napić się? Dopiero słysząc wrrrrr zrozumiałam ten atak przerażenia Pani. Mały jest zazdrosny o swoją zastawę.
'No dobrze, bez awantur' mruczę do niego i przemykam pod ścianą, aby zwalić się z nóg (a raczej łap), bo chcę odpocząć.
Kiedy leżę, pani nachyla się i głaszcze mnie po brzuszku. Miłe uczucie... Mały mruczy ze złości - zazdrości.
"Bankier, jak ci nie wstyd! Jesteś niegościnny!" - mówi Pan. "I co robimy?" - zwraca sie do Pani.
"Dzwoniłam juz po Eko-Patrol, przyjadą i sprawdzą czy Sunia ma wszczepiony czip, ale trzeba czekać kilka godzin"
Mam, mam! Oczywiście! A teraz chcę spać...
"A jak nie ma, to co?" - niepokoi się Pan.
"Będziemy szukać własciciela - zrobimy zdjęcie, rozkleimy ogłoszenia. No i umieścimy anons w internecie - Pani ma już gotowe rozwiązania. - Może jest głodna? Zabierz Bankisia, bo nie da jej spokoju, a ja ją nakarmię"
Mięsko pięknie pachnie, ale nie mam ochoty na nie. Wypijam z miski Małego wodę i kładę się przy fotelu babci. Zza okien słychać w oddali wystrzały, ale tu czuję się bezpiecznie - może nawet zasnę?
Miło u nich, kręcą się, nakrywają do stołu, włączyli cichą muzykę zerkając czy mi nie przeszkadza. Muzyka nie, ale ten... Bankier to i owszem! Kręci się, stroszy, piszczy...
No po prostu podrywa mnie! Chłopie, za mały jesteś! Daj mi spokój!
Państwo widząc końskie zaloty Małego, zamykaja go w innym pokoju, ale on robi taaaaaką awanturę, że nie da się wytrzymać.
Trochę odpoczęłam, kiedy poszedł na spacer. Wrócił jeszcze bardziej napalony...
Pani znalazła inne rozwiązanie - mnie zaprowadziła na górę do pokoju, a piszczącego Małego pozostawiła na dole. Nie może wejść do mnie, bo na schodach jest barierka.
Ucinam sobie krótką drzemkę u stóp Pani, ktora przegląda coś w komputerze. Co jakis czas otwieram oczy, strzygę uszami...
Dzwonek do drzwi! Mały szczeka, Pani zbiega na dół, a ja kręcę się czując znowu jakis niepokój...
Człowiek w ciemnym mundurze przyklada mi do karku i szyi pudełko, które w pewnym momencie piszczy...
Widząc radość Pani i Pana, też się cieszę.
Mundurowy zapina mi swoją smycz i wraz z Panią wychodzimy. Co się dzieje?
Pani mnie głaszcze mówiąc "Będzie dobrze, zaraz znajdziemy twój domek"
Zaraz, zaraz a tak długo to trwa... Dzwonią gdzieś i dzwonią... Denerwuję się bardzo, bo słychać fajerwerki i mam ochotę wejść pod samochód strażników.
Chyba za karę zamykają mnie w klatce w samochodzie, ale przynajmniej tu czuję się bardziej bezpieczna.
"Mamy adres, zaraz ją odwieziemy do właścicielki. Dziekujemy pani. A swoją drogą to bardzo ładny i grzeczny pies"
Hola, hola! Jestem dziewczyną!
"Szczęśliwego Nowego Roku" "Wszystkiego dobrego! Dobranoc" - słyszę i ... już odjeżdżamy.
Widzę jeszcze Panią - nie zdążyła zrobić mi zdjęcia! Szkoda...

Ta historia wydarzyła się na prawdę 31 stycznia ubiegłego roku.
Co czuła i myślała Sunia? Tego nie wie nikt...
Jedno jest pewne - CHIP pozwolił jej wrócić do domu.
Jeśli możecie coś zrobić dla swojego psa - zaczipujcie go.

W Warszawie w grudniu zakończyła się akcja bezpłatnego chipowania - powtarzana jest co roku, ale myślę, że nie jest to jakiś straszny koszt i warto wydać kilkanaście złotych.
Bankiś przy obroży ma również adresówkę z imieniem i moim telefonem - mam nadzieję, że jednak nikt nie będzie musiał z tego korzystać.

Błąkająca się kilka godzin Sunia była widziana przez wiele osób, nikt nie przygarnął jej, mimo, że ona przymilała się i 'prosiła' o pomoc. Wybrała nas - tak to sobie tłumaczę...
I żałuję, że nie mam jej zdjęcia...

14 komentarzy:

Magoda pisze...

Asiu jesteś wspaniała!
Opowieść Suni jest taka jak by to ona sama przemówiła.
Nie znoszę idiotycznego zwyczaju sylwestrowego z fajerwerkami!
Taki los spotyka wtedy wiele zwierząt! W tym roku na sylwestra nasza koza przestraszona hukiem (na wsi też strzelają) przebiła sobie wymiono. Teraz cierpi a my musimy ją leczyć.
Dobrze, że o tym napisałaś!
Pozdrawiam Cię!

joanna pisze...

Och, to dopiero nieszczęście... Straszne, jak może skończyć się głupota!

Myślę o Was, Jagódko :)

Ori pisze...

Uff, jakie dobre zakończenie!Moje biedne psy zażywają na sylwestra specjalne tabletki i leżą głęboko pochowane pod kołdrami;-), ale też znam wiele smutnych sylwestrowych historii. Chipy są dla zgubionych zwierząt po prostu bezcenne!Dobrze, że opowiedziałas tę historię!Może ktoś przypomni sobie, ze jego pies nie ma chipa?
Pozdrawiam serdecznie.
Biedna kózka:-(((

Sarenzir pisze...

Hej , Piękna Historia. Niestety nie zawsze pod ręką jest ktoś kto ma czytnik czipów a i z baza danych nie wszędzie jest różowo :(
Moje dzieciaki wszystkie zachipowane.. ale dmucham na zimne. Na szczęście moj pies nie reaguje na strzały ,nawet z bliskiej odległości :) Wszystkiego dobrego w Nowym Roku. ps my nie strzelamy, kilkanaście lat temu przekonali nas do tego Gucwińscy w swoim programie.

aagaa pisze...

Piękna historia!
I pouczająca!Te czipy to naprawde rewelacyjna sprawa!
Pozdrawiam serdecznie

Enzowy pisze...

wiedziala kogo wybrac, to najwazniejsze.
uklony dla Bankiera;-))

Enzo tez ma czipa, dodatkowo przy obrozy numerek z Tasso (niemiecka baza), niby nigdy nie odbiega itd, ale lepiej byc zabezpieczonym.

wszystkiego dobrego w Nowym Roku:-)

MariaPar pisze...

Dobra Kobieto ! Masz serce ! Pozdrawiam

joanna pisze...

Przyznam (mam nadzieję, że Banki tego nie przeczyta), że Sunia była taka słodka, że nie można było być obojętnym :))
Najbardziej przerażała mnie myśl, że jeśli nie ma czipa, to strażnicy mogliby ją zabrać do schroniska.

Bankiś, jak przystało na psa myśliwskiego nie boi sie huków ;)) Ale ma za to masę innych lęków, które nie pasują do 'myśliwych' ;))

Sarenzir - masz rację - strażnicy bardzo narzekali na bazę czipów, w Warszawie muszą dzwonić w 5 miejsc !!!

Enzo i Małgosiu - bardzo dziekuję za wizytę, wkrótce zrewanżujemy się, no i może Banki coś
skrobnie?

Aguniu, Mario - dziekuję :))

alizee pisze...

Też jestem za chipowaniem psów i za tym, żeby jednak strzelać ciut ciszej... no, mogą być korki od szampanów.
A w ogóle to jestem za tym, aby każdy kto chce mieć zwierzę przechodził porządną weryfikację. Nie mogę się wprost nadziwić ludzkiej głupocie i bezmyślności. Dobrze, że ta historia miała taki finał....
Pozdawiam serdecznie

olla pisze...

Dobrze, że jest szczęśliwe zakończenie tej historii:)
Czipowanie piesków to doskonała inicjatyw, zasługuje na szerokie rozpowszechnienie, może nawet powinno być obowiązkowe, jak szczepienia na przykład? Zapobiegłoby to wielu tragediom.

Serdecznie życzę Ci wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku:)

joanna pisze...

Alizee, Ollu - dziekuję za miłą wizytę.
Myslę, że to kwestia czasu, a czipy będą obowiązkowe :)

Pozdrawiam

kopciuszek pisze...

Asiu, dziękuję za miłą niespodziankę świąteczną, zupełnie się nie spodziewałam :)

Mili pisze...

Czipy równiez popieram. dzięki temu wiele zwierząt bedize mogło cieszyć sie z powrotu do swojeg domku.
Sunia trafiła na dobrych ludzi :)

Pozdrawiam i zycże wszystkiego dobrego w Nowym roku

Dorota

Enzowy pisze...

Małgosia też ładnie;-))naprawde zaden problem.
Jeszcze nie zapoznalam sie z całym blogiem Tymianka, ale tyle ile obejrzalam i przeczytalam to zrobilo na mnie baaardzo duze wrazenie. serdecznie pozdrawiamy:-))))