wtorek, 9 grudnia 2008

Historia z pewną Królewną w tle...

Praca M.Górowskiego ze strony www.cracowpostgallery.com

Była szary, pochmurny dzień...
Niedziela. To rytuał pewnych czynności, które wszyscy troje sobie cenimy - wspólne posiłki, których w pracowitym tygodniu nie celebrujemy, więcej rozmów - rozważań, planów, dyskusji, dalekie spacery z psem...
Niedziela to również domowe ciasto z kawą, szelest gazet, poszukiwania odłożonych książek...
To długi dzień, bo staram się prawie każdą czynność zatrzymać na chwilę, rozkoszować i zapamiętać...
7 grudnia miałam już zaplanowany od czasu jak na blogu Królewny przeczytałam ,że przygotowuje prace na kiermasz. Wtedy też zwróciłam uwagę na jedno zdjęcie pewnej rzeczy.
Jaki kiermasz? Trochę klików i wyjaśniło się ...



Lista zakupów była dłuuuuga i nie będę wymieniać na co miałam ochotę, bo musiałabym przywołać dużo, dużo ciekawych blogów, na które też zaglądacie.

Zanim dotarliśmy z Młodym (to syn sam z siebie spontanicznie przyłączył się) na ul. Freta przeszliśmy się po Rynku Starego Miasta.
Okazało się, że aparat został w domu, ale specjalnie w tym miejscu nie żałowałam, bo odczułam ogromne rozczarowanie - niby były jakieś dekoracje, stoiska-budki, ale choinka dopiero w trakcie stawiania (duża, żywa i ładna) i nastroju świątecznego brak.
A kiedy już weszliśmy do siedziby klubu Stu pociech zrobiło się ciepło i jasno. Pierwsze słowa Młodego były "Nigdy w życiu nie widziałem tylu małych dzieci w jednym miejscu". Miał rację, było ich sporo...Obydwoje lubimy dzieciaczki, więc przez kilka minut zapomnieliśmy po co tam się znajdujemy.
Kilka wielkich stołów z dobrem wszelakim - czapeczki, rękawiczki, szaliki, torebki, korale, wisiory i innych drobiazgów bez liku...Dużo młodych kobiet, dziewcząt, mam zajętych rozmowami lub pracami ręcznymi.
Łaziłam i gapiłam się, a o decyzję CO kupić było trudno.
Wybrałam ... Młodziutki dla swojej Ani zakupił kolczyki
I już wychodziliśmy, gdy jeszcze raz omiotłam wzrokiem stół przy drzwiach - zobaczyłam coś znajomego!


Czekała na mnie! Po powrocie do domu jedynie upewniłam się, że jest to ta sama kartka, którą wypatrzyłam u Królewny!
I tak oto mam - popatrzcie same czyż nie jest piękna? A jaka precyzja wykonania!


Bardzo cieszę się, że los tej kartki tak się potoczył - mam wrażenie, że wręcz ściągnęłam ją myślami z Poznania do Warszawy.
Pozdrawiam Cię Królewno :)

8 komentarzy:

Kamila pisze...

Ale super duch Królewny jak widać krążyt po całej Polsce chociaż ona na chwilę w Szwecji.
Piękna subtelnościowa kartka, kleciła ją sama Królewna:)

Iwjardim pisze...

To się nazywa szczęście . Szkoda ze u nas nie ma takich fajnych stoisk :-(

olla pisze...

Najwyraźniej była Ci pisana ta kartka :)

Królewna pisze...

Joanno , na keirmaszu sprzadałam tlyko jedną rzecz i to jest właśnie ta rzecz :) Dzięki :) Cieszę się, że cieszy Twoje oczy...

joanna pisze...

Kamilo, twoje czułe spojrzenie dojrzało 'rys' Królewny ;) w tej pracy...

Iwonko, rzeczywiscie szkoda, ale ja równiez przez przypadek tam się znalazłam, więc moze i Ty kiedyś gdzieś trafisz :))

Ollu, tak,tak ...I ten wniosek nasuwa się po przeczytaniu komentarza autorki pracy :)

Królewno witaj, zaraz idę czytać Twoje nowe posty :)

ivon777 pisze...

ależ historia! Przeznacznona była Ci ta kartka! Pozdr. cieplutko

festoon pisze...

niezwykłe...

Iwjardim pisze...

Co do wianka to przeżyje :-)